piątek, 27 listopada 2015

Capitolo Diciotto

-Dasz mi całuska?-Zapytałam leżąc na jego klatce piersiowej.
-Dam...-Odpowiedział i mnie pocałował, po czym znów zaczął bawić się moimi włosami.
-Źle mi trochę z tym wszystkim.-Powiedziałam nagle.
-Coś nie tak? Chodzi o nas?
-Nie...Znaczy w sumie tak, ale między nami wszystko dobrze. Tylko jak jest dobrze z nami to jest gorzej z Cecil i resztą. Rano wychodzę na uczelnie, bardzo rzadko mam wolny dzień w środku tygodnia, tylko weekendy. Jak już wrócę do domu to muszę coś ugotować, albo się pouczyć, a jak zrobię już to wszystko, wtedy idę do Ciebie, albo ty przychodzisz do mnie, a Ceci i Luca do mnie dzwonią, a ja albo nie odbieram,albo wmawiam im,że spotkamy się za kilka dni, bo na prawdę nie mam czasu. Ty względem nich postępujesz tak samo i mam wyrzuty sumienia.
-Nie wiem co chcesz, żebym zrobił w tej sytuacji.
-Sama nie wiem co ja chcę zrobić, ale mnie to nurtuje. Nie chcę stracić Ceci.To dla niej tu wróciłam.... no i dla taty.-Powiedziałam.
-Ej.... A ja?-Podparł się łokciami o łóżko.         
-No ty się trafiłeś przy okazji...-Stwierdziłam.
-To jakaś dobra ta okazja musiała być?
-Całkiem niezła...Wiesz lepsze rodzaje mężczyzn były już zajęte, ale na Ciebie też nie mogę narzekać.
-Okropna. -Powiedział pokazując mi język.
-Przemądrzalec.
-Kocham Cię.-Mruknął śmiejąc się.
-Zróbmy coś we czwórkę.- Nagle mnie oświeciło.
-Niby co?
- Nie wiem Matteo, ale jest piątek wieczór. Możemy zrobić coś w czwórkę.
-I niby ja i ty razem cały wieczór bez kłótni w jednym pomieszczeniu? Zaczną coś podejrzewać. To bezsensu. - Odpowiedział i położył się znowu na moim łóżku.
-Trudno. Chcę z nimi spędzić trochę czasu.- Powiedziałam patrząc na niego, a on leżał tylko na plecach i gapił się w sufit.- Mattteooo.- Zaczęłam być uciążliwa i położyłam się na jego brzuch.- Misiu.
-Dobra, ale ty dzwonisz.- Odpowiedział i nawet nie podniósł się z łóżka,a ja najpierw zadzwoniłam do Vettoriego,a potem Cecil.
-Gdzie się spotykamy?- Wreszcie odezwał się Matteo.
- W Kirke. - Odpowiedziałam i położyłam się koło niego.
-Ile mamy jeszcze czasu? -Zapytał.
- Godzinę.- Odpowiedziałam,a on się tylko uśmiechnął i przewrócił na bok, twarzą do mnie.
- Cuudownie.- Odpowiedział i wpił się w moje usta.
-Co cudownie?
-Cudownie mamy czas na szybk.....
-Nawet o tym nie myśl Keyboard.- Powiedziałam i odwróciłam się plecami do niego.
-Na pewno?-Odpowiedział kładąc swoje wielkie łapy na mój brzuch i jeździł nimi po całym ciele.
-Przestań.- Powiedziałam zwijając się ze śmiechu. - Przestań, bo zacznę krzyczeć, że mnie molestujesz,a tata jest na dole.- Odpowiedziałam cały czas się śmiejąc.
- Myślałem, że wyrosłaś z tych łaskotek...- Odpowiedział.
-Nie...Nie wyrosłam... Przestań.- Zaczęłam piszczeć,a on nie przestawał. -Taki stary,a taki głupi.- Powiedziałam przez śmiech.
- No i teraz to już na pewno nie przestanę.-Powiedział.
 -Przestań... Muszę się przebrać i umalować. Jestem w dresach.
-Możemy ich wystawić. Pójdą sobie na randkę. Oboje samotni. Widzę same plusy, a my zajmiemy się sobą.
-Ale my ciągle się spotykamy. - Fuknęłam.
-Nie tak ciągle. Często wyjeżdżam, a ty nawet za mną nie tęsknisz.
-Mam Ci się na szyje rzucać?
-Rób co chcesz. Ja chcę się czuć kochany. - Odpowiedział.
 - Masz syndrom dziecka z domu dziecka.
-Co? - Zapytał rozkojarzony, gdy ja wstałam z łóżka i podeszłam do wielkiej szafy.
-Pstro... Zawsze jak byłam mała i chciałam się przytulić do mamusi i co pięć minut chciałam się do niej przytulić i mówiłam jej co 3 minuty jak mocno ją kocham, to ta twierdziła, że czasem zachowuję się jak dziecko z domu dziecka, bo one też tak szukają miłości czy coś takiego. Nie wiem, Nie pojmuje. Ta kobieta od zawsze miała trochę inaczej pod sufitem.- Odpowiedziałam nie przejmując się.
 - Nadal się na nią gniewasz?- Zapytał.
- Ja się na nią nie gniewam... Ja przestałam traktować ją jak matkę. Zresztą nie chcę o tym mówić.
-Wszystko będzie dobrze.- Powiedział i przytulił mnie od tyłu.
- Tak, tak... Z tą kobietą już nigdy normalnie nie będę mogła rozmawiać, za dużo mi i tacie krzywdy wyrządziła. Zresztą nie ważne. Muszę się ubrać.- Powiedziałam,a ten mi się przyglądał.
-Przebieraj się. Na co czekasz.- Powiedział środkowy.
 - Żebyś mnie w końcu wypuścił i mogłabym pójść do łazienki.
-W sumie racja.-Powiedział i odsunął się ode mnie.
 Gdy już byłam ubrana i umalowana poszliśmy do mieszkania Matteo, żeby przebrał się z klubowego dresu.Pojechaliśmy razem taksówką do Kirke, gdzie przy stoliku siedziała już Ceci z Lucą.
-Przyjechaliście razem?- Zapytała podejrzliwie dziewczyna.
-Tak mieszkamy koło siebie, coś w tym dziwnego?
- Hmmm....Przy Was to w sumie wszystko jest dziwne.- Odpowiedziała, a ja pochyliłam się żeby dać całusa na przywitanie Luce, a potem Cecil.
Usiadłam obok Vettoriego,a na przeciwko Piano, który co jakiś czas przy zamawianiu jedzenia posyłał mi głupie miny i kopał mnie pod stołem, a to akurat było dość bolesne, więc raz czy dwa mu oddałam.
-Dawno nie spędzaliśmy czasu w czwórkę. - Stwierdził Luca czekając już na nasze zamówienie.
-Rzeczywiście dawno, ale my mamy zapierdziel na studiach, wy macie po dwa mecze w tygodniu.- Odpowiedziałam.
-W sumie to nie jesteśmy tak zawalone robotą. Ty tylko masz jakieś dziwne zajęcia. Tajemnicze zajęcia.- Drążyła dziewczyna.
 -Jakie tajemnicze. Normalne. Po prostu jestem leniwa i nauka pochłania 110% mojej energii. Potem to już nadaję się jedynie, żeby położyć się spać , albo coś zjeść i obejrzeć na laptopie jakiś film.
 -W sumie zawsze byłaś leniwa, w to mogę uwierzyć.- Powiedziała Ceci unosząc kieliszek z winem wprost do swoich ust.
 -Ej... Ja mam uczucia. Wcale nie jestem leniwa. Jeśli muszę coś zrobić to jest zrobione, ale jeśli nie trzeba to wiem, że mogę poleżeć,a to jest przyjemniejsze. Zresztą odezwała się ta co zawsze jej pokój musiałam sprzątać.
-Wcale nie musiałaś go sprzątać.
 - Musiałam, chyba że chciałam, żeby Twoja mama dała Ci karę na cały miesiąc z powodu syfu w Twoim pokoju.
 -Cudowne czasy. Wtedy miałaś szkołę, naukę, chłopaka, a i tak sprzątałaś mi w pokoju. Teraz jesteś samotna, czasami pojawiasz się na wykładach i mam syf w pokoju. Wolałam Twoją starszą wersje.-Powiedziała, gdy kelner przyniósł nasze zamówienie,a każdy z naszej czwórki zaczął się śmiać.
 -Co robimy jak zjemy?- Zapytała Ceci w trakcie jedzenia.
-Nie wiem.-Odpowiedział Piano. - Możemy jechać do mnie.
-Albo zobaczyć jaki jest nocny seans w kinie.- Zaproponowała.
- A może pójdziemy do klubu?- Zapytał Vettori, a my z Cecil spojrzałyśmy na niego jak na kosmitę.
 -Widać, że nie znacie jego drugiej mrocznej strony. - Powiedział Piano,a Vettori się tylko zaśmiał.
 -On nie może mieć mrocznej strony. On jest zbyt kochany.- Zaczęłam go bronić,a potem się do niego przytuliłam.
 - Nie wiecie jak się mylicie. Vetto tylko jest taki milutki.
-Vetto jest milutki, bo jest milutki.
-Ja go znam dłużej od Ciebie i lepiej.- Odpowiedział Piano. -Vetto powiedz, że to tylko taka twoja maska.
 -Nieee... O czym ty mówisz Matteo.
 - Zresztą same zobaczycie w klubie jak Luca będzie bajerował niewinne laski,a  potem zostawi je na lodzie.
 - Odezwał się ten co żadnej w życiu nie dotknął.- Wywalił język Vettori, a ja coraz poważniej przysłuchiwałam się ich małej niewinnej wojence.
-Dobra, dobra. Oboje macie coś za uszami. Jak każdy prawda Ania??- Zapytała się mnie Cecil, a ja tylko wytrzeszczyłam oczy.
- O co Ci chodzi?- Zapytałam
-O Twojego szwedzkiego przyjaciela.
-Eeeej. Daj spokój. To dawno i nie prawda. Znaczy nie do końca prawda. Lepiej ty nam opowiedz o Simone. Studencie medycyny.
-Oj nie kochanie. To chwyt poniżej pasa.
-Tak. Na pewno. A mówić o nim to nie był chwyt poniżej pasa? - Zapytałam.
-Dobra, dobra. Nie kłóćmy się. Lepiej zjedzmy, wypijmy jeszcze trochę i jedźmy potańczyć do jakiegoś klubu. Właśnie. Jak ja dawno nie tańczyłam.
 W końcu zjedliśmy, posiedzieliśmy jeszcze trochę, wypiliśmy jeszcze więcej alkoholu i pojechaliśmy do klubu.
 Vettori od razu ruszył na parkiet. Ceci posiedziała chwilę ze mną i Matteo przy barze dopóki nie podszedł do niej jakiś chłopak i poprosił do tańca.
My siedzieliśmy i popijając jakimiś kolorowymi drinkami patrzyliśmy na ludzi.
-Idziemy tańczyć? -Zapytał Matteo.
-Ty i ja?-Chciałam się upewnić.
-Tak co w tym dziwnego.-Odpowiedział.
-Ty nie umiesz tańczyć Matteo,a zwłaszcza ze mną.
 -A chcesz się przekonać?-Wyciągnął rękę w moją stronę,a ja mu ją podałam i poszliśmy na parkiet.
 Dobra Matteo nauczył się tańczyć. Właściwie jak na taką wielką kłodę jaką jest tańczył zaskakująco dobrze.
 -Chyba musiałeś ćwiczyć ten taniec na wielu partnerkach co?- Prychnęłam gdy ten wreszcie schylił się na wysokość mojej twarzy.
-Trochę ich było, ale ty też lepiej się ruszasz. Może to zasługa twojego szwedzkiego przyjaciela, o którym nic nie wiem?- Zakpił.
-To przeszłość. Po co o tym mówić?
-Bo teraz my jesteśmy razem?- Odpowiedział pytaniem,a obok nas pojawił się Vettori, który zarządził, że właśnie chcę ze mną zatańczyć.
Tańczyliśmy sobie już kilka piosenek,a pijany Vettori wołał, że to ostatnia i tak po każdej piosence.
-Vetto muszę iść.
-Nic nie musimy.
-Ty nie ja muszę. Luca jesteś zalany.- Odpowiedziałam.
-Boli mnie, że od jakiegoś czasu mnie unikasz. Myślałem, że wszystko między nami jest na dobrej drodze do...- Język zaczął się mu plątać.
-Luca...To nie tak. Porozmawiamy jak wytrzeźwiejesz. Ja muszę już jechać do domu. Jestem bardzo zmęczona. Nogi mnie bolą, buty mam niewygodne.
-A mogę zabrać się z Wami?
-Jasne.- Odpowiedziałam i najpierw usadziłam Vettoriego przy barze,a potem poszłam zadzwonić po taksówkę w mniej głośnej łazience. Po wszystkim poszłam już do Piano, który tańczył z jakąś dziewczyną i szarpnęłam go za koszulę mówiąc:
-Jedziemy. Trzeba odwieźć Lucę. Jest całkiem zalany.
-Spoko.
-Może przenocowałbyś go u siebie?
-Dziś ty miałaś u mnie spać.
- Jutro też jest noc. Matteo to twój kumpel.- Powiedziałam idąc w stronę baru.
-To może niech odrazu nocuję u Ciebie. Najlepiej w Twoim łóżku z Tobą.
-Przestań. Przecież to twój przyjaciel.-Powiedziałam starając się go uspokoić.
-Mój przyjaciel, który leci na moją dziewczynę. Mam dość tego ukrywania.- Powiedział i mnie wyminął,a potem tylko poklepał Vettoriego po plecach i poszedł do wyjścia.
Zostawiając mnie w tyle. Potem odwrócił się tylko zapytać gdzie jest Cecil:
-Gdzie Ceci?
-Na moje oko to zabalowała z jakimś brunecikiem. - Powiedziałam,a on już nie słuchał i wsiadł do taksówki zostawiając otworzone drzwi od taksówki.
Jeszcze Piano się na mnie gniewa. 
Cudownie.
_________________________________
Hej hej hej! Trochę mnie tu nie było . Przepraszam, ale ja skończę to opowiadanie i planuję teraz bardziej się nim zająć. Zostało nam około 10 rozdziałów i myślę, że jeden na tydzień powinien się tu pojawiać. Oczywiście postaram się częściej,ale czy są jeszcze jacyś chętni żeby to czytać? Jeśli wy będziecie komentować mi będzie przyjemniej pisać.